Zaszufladkowany do: myśli
Życie jest jak podróż, jak wyprawa, którą odbywamy bez początkowego przygotowania.
Tak jak w podróży, w życiu misterne plany potrafią się rozpaść przez jeden z nieprzewidziany szczegół, a najpiękniejsze chwile pojawiają się nagle i umykają nie zostawiając nadziei na to, że się powtórzą.
Podobnie jak w podróży, nie przekreśla to jednak planowania, bo wielkość życia nie leży w pięknie chwil, ale w wytrwałości dążenia do celu.
Patrzenie na życie i podróż z punktu widzenia końcowego bilansu (sumując dobro i zło, sukcesy i porażki) jest przykładaniem nieżyciowej i niepodróżniczej miary. Bilansowanie podróży abstrahuje od tego, że składa się ona z różnych etapów, odbiera wartość ciekawości świata i zgromadzonemu doświadczeniu.
Podróżnik żyje nieznanym, człowiek bilansu boi się dotknąć ziemi podczas kolejnego kroku, albo biegnąc w stronę celu tratuje chwile na swojej drodze.
Podróżnik uznaje za normalne to, że nie rozumie świata przed sobą. Człowiek bilansu boi się przewartościowań. Panicznie.
Podróżnik wie, człowiek bilansu się domyśla.
Podróżnik chce iść, człowiek bilansu chce zatrzymać świat.
Jeśli na końcu jest bóg bilansu, każdy szanujący się podróżnik wyruszy z zaciekawieniem w stronę piekła.